poniedziałek, 30 czerwca 2014

Achtung! Poszukiwany prezydent von Dyzma

Czy  jest ktoś, kto nie zna Nikodema Dyzmy, bohatera książki Tadeusza Dołęgi-Mostowicza? Jeśli nie z książki, to chociażby z filmu, w którym rolę Dyzmy grał Adolf Dymsza lub z serialu, w którym mogliśmy zobaczyć w jego roli Romana Wilhelmiego. Kilka lat temu wyszedł również film nawiązujący do przygód tego cwaniaczka z Pragi – „Kariera Nikosia Dyzmy”. W nim w tytułową rolę wcielił się Cezary Pazura, a cała fabuła została przeniesiona w czasy współczesne. Ostatnio na rynku pojawiła się też pozycja książkowa nawiązująca do dzieła Dołęgi-Mostowicza, "Prezydent von Dyzma".

Za ponowne przeniesienie Dyzmy do książki odpowiedzialny jest Marcin Wolski – polski pisarz, dziennikarz i satyryk. Ma on na swoim koncie słuchowiska radiowe „Laboratorium nr 5”, „Świnka” oraz był współautorem programu „Polskie Zoo”. Jest on autorem wielu książek i zbiorów opowiadań jak między innymi: „Mocarstwo”, „Wallenrod” i „7:27 do Smoleńska” , książki nawiązującej do wydarzeń z 10 kwietnia 2010 roku. Powieść „Prezydent von Dyma” jest jego przedostatnim dziełem w dotychczasowej twórczości. 

środa, 25 czerwca 2014

Drużyna. Niewolnicy z Socorro

Co sądzicie o łączeniu bohaterów z różnych książek w jednej? Mnie osobiście taki zabieg podoba się bardzo. Lubię, kiedy znany i lubiany bohater nagle pojawia się w innej serii. U Andrzeja Pilipiuka jest to spotykane dosyć często.  Na przykład Jakub Wędrowycz pojawia się przez chwilę w „Norweskim Dzienniku” lub bohaterowie z opowiadań przenoszą się do książek o nim. Taki zabieg wykonał również John Flanagan, australijski autor książek fantasy znany głównie z serii „Zwiadowcy”, w swojej najnowszej książce „Drużyna. Niewolnicy z Socorro”, ale o tym niżej. 

Głównymi bohaterami kolejnej książki Johna Flanagana są dobrze znani z poprzednich części „Drużyny” członkowie oddziału „Czapla”. Hal od pewnego czasu wraz ze swoją załogą patrolują wybrzeże Skandii i eskortują kupców chroniąc ich przed napadami piratów. Zajęcia niesamowicie nużące i monotonne, więc nic dziwnego, że nad wyraz aktywni chłopcy po kilku takich misjach nudzą się i pragną wyruszyć na kolejną przygodę. 

środa, 18 czerwca 2014

Słodka bomba Silly

Kiedyś, oglądając pewną bajkę, przeżyłem szok. Już nawet nie pamiętam jej tytułu, ale w pamięci utkwiła mi przyczyna tej reakcji. Była to animizacja urządzeń domowych. W bajce występował bodajże odkurzacz, toster, mikser i lampka nocna. Podróżowały one przez całe miasto i nieustannie prowadziły ze sobą rozmowy. Wtedy, po obejrzeniu bajki, nazywałem wszystkie sprzęty domowe.  Pamiętam, że odkurzacz uzyskał imię Edward. Drugą taką sytuacją był film „Toy Story”, w którym ożywione zostały zabawki i zawsze, gdy nikt nie patrzył, zaczynały się ruszać i bawić. Od tamtego momentu sądziłem, że ożywienie czegokolwiek nie będzie w stanie mnie zaskoczyć – myliłem się. 

Za sprawę mojego miłego zaskoczenia odpowiedzialny jest Marcin Brzostowski. W swojej książce stworzył on całą fabrykę inteligentnych bomb, które nie tylko same naprowadzają się na cel, lecz także mówią, myślą i, co najciekawsze, mają ręce i nogi. 

wtorek, 17 czerwca 2014

Marynarka

Trójmiasto, a dokładniej jedno z trójcy - Gdynia - nigdy nie było mi po drodze. Nie byłem tam ani razu i nigdy nie odczuwałem potrzeby złożenia wizyty. Wszystko, co mi się z tym miejscem kojarzy, to tylko to, że mieści się tam siedziba klubu „Arka Gdynia” i jedna ze stoczni wraz z portem. Jednak po przeczytaniu książki pana Mirosława Tomaszewskiego zrodziła się we mnie myśl, by opisane miasto przy najbliżej okazji zwiedzić i przejść się po jego ulicach. Ulicach, które były świadkami wydarzeń z roku 1970. - ta myśl stała się postanowieniem.

To wszystko za sprawą „Marynarki” - powieści, która przedstawia dzieje wspomnianego epizodu gdyńskiej historii. Autor pozwala czytelnikowi poznać Gdynię sprzed 9 lat, ponieważ główna akcja książki rozgrywa się w roku 2005, aczkolwiek dostaje także możliwość przeniesienia się w czasie do roku 1970, a dokładniej do 17 grudnia. To właśnie w tym dniu na ulice Gdyni wyjechały czołgi, a żołnierze musieli strzelać na rozkaz do robotników idących do pracy w stoczni. Pisarz w opisach ulic i wydarzeń na nich się odbywających w dobry sposób ukazuje jak się zmieniały oraz jak zmieniają się ludzie, którzy po kilku latach już zapomnieli o dziejach przeszłości. O tym przypominają jedynie pomniki poległych robotników. 

poniedziałek, 26 maja 2014

„Miałem nic nie kupić”, czyli targowy stosik


„Nic nie kupię, na pewno nic nie kupię. Mam tyle książek do przeczytania, że na targach nic nie kupię, o nie!" – tak powtarzałem całą drogę do Warszawy siedząc w pociągu Kolei Mazowieckich.  Ale, że moja asertywność ma swoje granice, jak tylko wszedłem na stadion od razu dostałem oczopląsu od nowości i już wiedziałem, że bez nowych książek z Narodowego nie wyjdę.
Teraz, gdy siedzę w domu i przed sobą mam cały stos nowości, aż się zastanawiam skąd ja na te wszystkie cuda znajdę czas. Dziś stosik będzie skupiał się na wszystkich moich targowych zdobyczach:

poniedziałek, 12 maja 2014

Książka, której miało nie być

Na samym początku muszę ostrzec czytelnika mojej recenzji. Będą tu wielkie spoilery z wielu tomów „Zwiadowców”. Tej książki nie da się opisać tak, by ich nie robić. Opowiadania tu umieszczone są w dużej mierze odpowiedziami na pytania czytelników dotyczących losów innych bohaterów. John Flanagan przy tomie dziesiątym stwierdził, że będzie to już ostatni tom przygód zwiadowców, a tej książki miało nie być. Podobno dostawał tak wiele maili od fanów z całego świata z pytaniami o inne losy bohaterów, że postanowił to dla nich zrobić i wydać ten tom. „Zaginione historie” jest także jedyną w całej serii książką z opowiadaniami. 

Każdy fan zna historię tego jak Halt'a uratował ojciec Will'a. „Śmierć bohatera” jest o wiele większym i dokładniejszym opisem przebiegu bitwy, gdzie zwykły sierżant uratował zwiadowcę. Dodatkowo czytelnik dowie się jak zginęła matka Will'a, a także jak on sam trafił do sierocińca. Tekst ten jest świetnym rozwinięciem tekstu z pierwszego tomu. Szczególnie dla tych, którzy podobnie jak ja mieli niedosyt. Poprzednio zostało to dosyć skąpo opisane, jednak tym razem czytelnik powinien być usatysfakcjonowany – ja byłem. 

wtorek, 6 maja 2014

Chciałbym zamieszkać w Lichotce

Dom odziedziczony w spadku po nieznanym krewnym. Znajduje się za miastem, w ustronnym miejscu, bez wścibskich sąsiadów. Idealne miejsce do zamieszkania. Można tam stworzyć wyśmienitą książkę, która zostanie bestsellerem oraz odpocząć od miasta. W wirze pracy zapomnieć o pewnej kobiecie. Tak na pewno myślał Konrad Romańczuk, główny bohater książki Marty Kisiel, jadąc w zapakowanym po dach Tiko do odziedziczonego po przodku gotyckiego domu.

Konrad po przyjeździe do Lichotki przeżywa szok, jego wymarzony domek, okazuję się gotyckim dziwem architektury z wysoką wieżą. Ale siła wyższa, która ciągle czuwa nad bohaterem, jest okrutna. Do straszydła budowlanego, dokłada jego domowników, a to nie lada plejada osobistości.

Pierwszym domownikiem, jakiego spotyka Romańczuk, a z nim czytelnik, jest Licho, przesłodki anioł stróż z rozumem dziecka, chodzący w za dużych koszulkach oraz bamboszach. Dodatkowo jest maniakiem sprzątania i ma pewną ciekawą alergię. Kolejnym bohaterem jest Krakers, pradawny stwór mieszkający w piwnicy, który zamiast pożerać ludzi robi im śniadania i ma manię na punkcie gotowania.
 Co może się stać, jeśli kobieta usiądzie na twoim grobie pośladkami? Odpowiedzią jest następny z lokatorów – Szczęsny. Romantyk samobójca, który maniakalnie przesiaduje w bibliotece i tworzy miłosne poematy oraz rozpacza nad swoim życiem. Jest jeszcze pewien kot, który Konrada uważa za najlepsze legowisko. Nie można zapomnieć również o Kusym – opiekunie domu, który wprowadza Konrada w największe sekrety willi, jak i również pomaga w kontaktach z domownikami. A w stawie obok domu mieszka zgraja utopców, które czasem lubią skorzystać z łazienki. 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...