A wszystko przez to, że „Cześć Michael” autorstwa Kobayashi
Makoto jest niczym innym jak mangą, których do niedawna unikałem jak ognia,
gdyż sądziłem, że nie mają one w sobie nic ciekawego i nie będę bawił się przy
nich tak dobrze jak przy zwykłych książkach bez obrazków. Lecz właśnie dzięki
temu przyjaznemu kotu z okładki zaczynam przekonywać się do tego rodzaju
literatury z Kraju Kwitnącej Wiśni.
Za wydanie tej książki w Polsce odpowiada Waneko, do którego
miałem okazję ostatnio zajrzeć. I sam nie mogłem uwierzyć, że tyle mangi
(podobno bardzo dobre tytuły) wyszło spod szyldu tego wydawnictwa, którego
siedziba mieści się w małym mieszkanie na jednym z warszawskich osiedli.
