
Dom odziedziczony w spadku po nieznanym krewnym. Znajduje
się za miastem, w ustronnym miejscu, bez wścibskich sąsiadów. Idealne miejsce
do zamieszkania. Można tam stworzyć wyśmienitą książkę, która zostanie
bestsellerem oraz odpocząć od miasta. W wirze pracy zapomnieć o pewnej
kobiecie. Tak na pewno myślał Konrad Romańczuk, główny bohater książki
Marty Kisiel, jadąc w zapakowanym po dach Tiko do odziedziczonego po przodku
gotyckiego domu.
Konrad po przyjeździe do Lichotki przeżywa szok, jego wymarzony
domek, okazuję się gotyckim dziwem architektury z wysoką wieżą. Ale siła wyższa,
która ciągle czuwa nad bohaterem, jest okrutna. Do straszydła budowlanego,
dokłada jego domowników, a to nie lada plejada osobistości.
Pierwszym domownikiem, jakiego spotyka Romańczuk, a z nim
czytelnik, jest Licho, przesłodki anioł stróż z rozumem dziecka, chodzący w za
dużych koszulkach oraz bamboszach. Dodatkowo jest maniakiem sprzątania i ma
pewną ciekawą alergię. Kolejnym bohaterem jest Krakers, pradawny stwór mieszkający
w piwnicy, który zamiast pożerać ludzi robi im śniadania i ma manię na punkcie gotowania.
Co może się stać, jeśli kobieta usiądzie
na twoim grobie pośladkami? Odpowiedzią jest następny z lokatorów – Szczęsny.
Romantyk samobójca, który maniakalnie przesiaduje w bibliotece i tworzy miłosne
poematy oraz rozpacza nad swoim życiem. Jest jeszcze pewien kot, który Konrada
uważa za najlepsze legowisko. Nie można zapomnieć również o Kusym – opiekunie
domu, który wprowadza Konrada w największe sekrety willi, jak i również pomaga w
kontaktach z domownikami. A w stawie obok domu mieszka zgraja utopców, które
czasem lubią skorzystać z łazienki.