poniedziałek, 22 maja 2017

Myślę, więc gram

Gdy ta recenzja ukazuje się na moim blogu jest 22 maja - za trzy dni przypada 12 rocznica najbardziej smutnego dnia, jakiego doświadczyłem od początku bycia fanem AC Milan. Ale cofnijmy się w czasie; mam wtedy 15 lat. Jest 25 maja 2005 roku na stadion Atatürk Olimpiyat w Stambule wychodzą dwie drużyny – AC Milan i Liverpool (wtedy z Dudkiem w składzie) – by rozegrać kolejny finał Ligi Mistrzów.

Pierwsza połowa - mecz marzeń - do 45 minuty prowadzą już 3:0 po golach Maldiniego i Crespo. Lecz to, co wydarzyło się w drugiej połowie było koszmarem. Do tej pory pragnę wymazać ze swoich wspomnień. Czy to Liverpool się przebudził czy Milan się potykał, nie jest już ważne. Ważny jest wynik, który nie jednego fana wtedy doprowadził do palpitacji serca – Liverpool dogania Milan i regulaminowy czas gry kończy się wynikiem 3:3. Dogrywka nie wyjaśniła niczego, rozpoczęły się karne. W nich bramkarz Liverpoolu – Jerzy Dudek broni karne Szewczenki, Serginho oraz Pirlo. Ten ostatni po meczu poważnie myślał nad zakończeniem kariery, a anegdota o tym jest jedną z ciekawostek ukrytych w dziś recenzowanej książce – „Myślę, więc gram”.

Andrea Pirlo wraz z Alessandro Alciato stworzył biografię ciekawą i wciągającą, lecz bardzo krótką (250 stron). Skupili się w niej w przeszło dwudziestu rozdziałach na całej historii kariery zawodnika od początków gry, jako dziecko w Brescii po ówcześnie ostatni klub Pirlo – Juventus. Dlaczego akurat dwadzieścia rozdziałów, a nie dwadzieścia jeden, który to numer jest dla piłkarza szczęśliwy? Wszystko za sprawą tego, że gdy ta książka powstawała Andrea jeszcze kompletnie nie myślał o schowaniu butów do szafy i zakończeniu kariery. Dziś już wiemy, co by było w kolejnym rozdziale, który może jeszcze kiedyś powstanie – jego gra w drużynie New York City.

Ta książka bywa brutalna i smutna. Pirlo bez owijania w bawełnę mówi jak to było z odejściem z Milanu do Juventusu, jak kilka razy wcześniej był bliski od odejścia do innych klubów, jak dla niego Real ma więcej magii. Ta biografia nie raz zaboli i wbije szpile kibicom Rossoneri. Dlatego do tej książki trzeba podejść inaczej: nie patrzeć, o jakim klubie jest mowa, o jakich prezesach i tym podobnych. Tutaj trzeba spojrzeć na futbol jak na całość, tutaj nie może być Nesty, Gattuso czy samego Pirlo, jako piłkarza danego klubu. Trzeba patrzeć na nich jak na wszystkich piłkarzy grających w jednej drużynie.

Myślę, więc gram” nie jednego również rozbawi. Anegdoty zawarte tutaj często wychodzą pierwszy raz poza drzwi szatni. To, jakie kawały robili Nesta, Pirlo i inni z reprezentacji Włoch sobie nawzajem wywoła nie jeden raz wybuch śmiechu.

Na środku książki zostało dodanych kilka zdjęć (dokładnie 20). Przeważają fotografie z dzieciństwa oraz z początków jego kariery. Jest też jedno zdjęcie, które u mnie wywołało smutek – z pamiętnego finału Ligi Mistrzów. I chociaż Juventusu nie lubię to właśnie ta fotografia, na której pozuje Andrea wraz ze swoimi dziećmi jest moją ulubioną.

Pirlo jest gwiazdą największego formatu. Ale czy jako pisarz sprawdził się w nowej roli? Chociaż bywały momenty, gdy chciałem rzucić książkę w kąt, chciałem ją spalić w całym rozrachunku, to biografia wypada dobrze. I chociaż nie mogę zaliczyć jej do pozycji pełnych zachwytu jak na przykład „Nienasycony zwycięzca” Ancelottiego powiem, że tę książkę warto przeczytać.

Komu polecę tę książkę? Tym razem jest to trudne pytanie. Czy zadowoli ona kibiców AC Milan? Jeśli ktoś szuka kilku ciekawych anegdot z zawodnikami tej drużyny – tak. Jeśli jednak ktoś liczy na to, że ta biografia jak i prawie cała kariera Pirlo skupi się na Milanie to się zawiedzie. Czy zadowoli kibiców Juventusu? Myślę, że tak. Andrea sporo stron poświęcił „Starej Damie” i prezentuje ją tutaj w samych superlatywach. Czy jest to pozycja dla kogoś, kto kocha futbol i nie patrzy, z jakiej drużyny jest dany zawodnik? Zdecydowanie tak!.

Na koniec zerknijmy na stronę estetyczną książki. Na okładce od razu w oczy rzuca się twarz Andrea – nieogolony z potarganymi włosami patrzy w dal. Myślę, że wypatruje kolejnej piłki. To, co również łatwo zauważyć to kolory koszulki, czyli czerń i biel – barwy Juventusu. I dobrze ja rozumiem, że gdy książka wychodziła wtedy Pirlo grał w nim, ale większość jego kariery to AC Milan i barwy czerwieni i czerni oddałyby to lepiej. I myślę, że było rozwiązanie, które zadowoliłoby wszystkich fanów piłkarza, gdyż Pirlo uważany jest za zawodnika wszystkich - nie ważne, w jakim klubie gra. Ja na okładce tej książki widziałbym go w błękicie - symbolu reprezentacji Włoch.

1 komentarz:

  1. Cieszę sie ze trafiłam na Twój blog. Bardzo ciekawie piszesz i znalazłam tu sporo książek które z chęcią przeczytam. Może akurat nie te (choć z pewnością zainteresuje sie nią mój mąż). Blog dodaje do obserwowanych i będę odwiedzać. Zapraszam tez do mnie
    Pozdrawiam

    Czytankanadobranoc.blogspot.ie

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...